niedziela, 1 lipca 2018


Zaprzeczenie

Przykułam się do  strachu łańcuchami
nie mogę ruszyć się ni w przód ni w tył
nie ma dnia w którym nie chciałabym zasnąć
nie ma snu z którego nie chciałabym uciec

Nie ma tchnienia które mogłabym oddać
ani  krwi która tętniłaby życiem
nie jestem ani martwa ani żywa
niewystarczająca  na istnienia standardy

To co kiedyś było pewne spełnienia
dziś  nie jest nawet dziecięcym marzeniem
bo mam w sobie niszczycielskiego demona
przypominającego że jestem nikim

Stoję przed lustrem i boję się przyznać
że widzę najszpetniejszy koszmar
więc udaję że jestem bohaterem
przegrywając bitwę za bitwą

Na każde pytanie reaguję milczeniem
bo gdybyś wiedział to byś uciekł
jak ja uciekam.

sobota, 14 kwietnia 2018

krótkoterminowa umowa na życie

poniedziałek, 26 lutego 2018

26 lutego

Jest jeden dzień tylko
kiedy się nie wzbraniam
bo powinnam i nakazuję
lać łez nieskończoność

Kiedy żadne słowa
żaden oddech
ani spuszczona głowa
nie oddaje wstydu

Gdy bitwę o życie
wygrała śmierć

Czy na pokaz
czy ze skruchy
czy poczucia winy

samobiczowanie
samokaranie
samokrzywdzenie


Przepraszam
ni duszy nie odkupi
ni grzechów nie zmyje
twoich i moich na pewno

niedziela, 10 grudnia 2017

intuicja to nie wiedza
            niewiedza

niedziela, 8 października 2017

pomyliłam nadzieję z prawdopodobieństwem. znowu

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

kiedyś uznałabym za nieszczęście sytuację, w której osoba kiedyś wiedząca o mnie wszystko, dziś nie wie o mnie nic. teraz nazywam to błogosławieństwem.

niedziela, 16 lipca 2017

gdy się rodziłam, fortuna miała wszystkie terminy zajęte

niedziela, 25 czerwca 2017

i żyli długo i nieszczęśliwie

niedziela, 4 czerwca 2017

Irlandczyku…
Dopóki się spodziewasz, nie boli,
dopiero, gdy wiesz, to chcesz zabijać.
Nie wiesz, jak to jest mieć wroga,
jeśli nie przyłapiesz go na krzywdzie.

Całe to bohaterstwo i siła
opadły na dno trumny,
na dół, który sam kopałeś,
aż poległeś, człowieku małego ducha.

Stukałeś młotkiem w szybę,
powoli, niezauważalnie,
aż wreszcie pękła
jak lód pod balastem win.

Kolejny raz miałam na oczach maskę,
płachtę naiwności.
A wszystko, co odkłamane
niczyim innym było niż prawdą.

Gdy spojrzysz mi w oczy,
będę się śmiać w pokorze,
bo to spojrzenie ciężaru obłudy,
ostatnie tchnienie zdrajcy.

Byłam barankiem na rzezi,
krętactw ofiarą,
aniołem w piekle,
zaplątaną w kajdany.

Słyszysz, jak serce przebiłeś kulą?
Jak łzy spadają niczym kamienie?
Jak targam się w mękach?
Jak konam w żałobie?

Jestem skazą w twojej głowie,
tym, czego najbardziej się boisz,
krzywdą, którą wyrządziłeś,
sumieniem, gdzieś w głębi.

Na placu boju nie masz sprzymierzeńca,
nie licz na współczucie,
bo co raz dostałeś, a nadużyłeś,
nie zostanie przywrócone.

Dosypuj soli do rany,
teraz przynajmniej wiem, gdzie krwawię.

I choć się nie wyleczę,
powtarzam jak w pacierzu:
Nie walcz, ale pamiętaj
Stare drzazgi mają długie cienie.


piątek, 26 maja 2017

komu innemu mówisz dzień dobry i dobranoc